in SCHRONISKOWCE

Rewolucja kwietniowa – pierwszy tydzień psów z noworodkiem

at
rewolucja-kwietniowa-pierwszy-tydzien-psow-noworodkiem

Szybka akcja, dwadzieścia kilka minut a w sumie nieco ponad pięć godzin i nasz mały człowiek pojawił się na świecie! Wiktor jest już z nami! To wielka rewolucja nie tylko w naszym, ale również w psim życiu. Jaki był pierwszy tydzień tej rewolucji kwietniowej? Wyjątkowo spokojny… przynajmniej dla czteronożnych.

Zastanawiam się czy to faktycznie wszystkie nasze działania przyniosły oczekiwany skutek czy też może mamy wyjątkowo inteligentne i empatyczne psy. Jeszcze zanim ruszyliśmy na blok porodowy psy dały prawdziwy popis. Bezet towarzyszył mi w skurczach gdy łagodziłam je w wannie – a co warto dodać panicznie boi się łazienki i wody. Brawo TY! Milena w tym czasie pilnowała walizek i znosiła do nich zabawki. Pomagały jak umiały.

Dwa dni później przyszedł czas na konfrontację. Wiktor do domu wrócił w wózku nie w nosidełku. Psy oswojone z jego widokiem nie zwróciły na niego większej uwagi. Dopóki wózek nie zaczął kwilić. Nowa zabawka? O co chodzi musimy sprawdzić. O jakież było ich zdziwienie jak „zabawka” zaczęła ruszać łapkami i nóżkami. Na mordce Mileny było widać wyraźne podekscytowanie, Bezet za bardzo nie wiedział czy to trzeba zjeść czy co z tym zrobić więc…odszedł.

Kiedy mały człowiek pojawił się na rękach znów zaczęło się zamieszanie. Psiaki podeszły powąchały, Milena oczywiście nie oparła się pokusie by polizać ucho…i na tym się skończyło. Pierwszego dnia krzyk Wiktora był dla nich wzbudzający, podbiegały do łóżeczka by zobaczyć co się dzieje. Dziś, siedem dni później mają to w zadkach… Nie wiem czy to dobrze czy źle o nich świadczy, ale przyzwyczaiły się do jego płaczu, wiedzą że swoje odśpiewać musi i zawsze później robi się cicho.



Tak jak się spodziewałam, Milena była na mnie ostentacyjnie obrażona. Z wielką łaską wychodziła ze mną na dwór, nie chciała jeść z miski, którą ja jej podałam i na moje wołanie była głucha. Sytuacja trwała mniej więcej dwa dni. Dziś jest już w zasadzie normalnie, chociaż mały żal w jej oczach nadal widzę. Mam wrażenie, że ma mi trochę za złe, że najpierw sprowadziłam jej na głowę Bezeta a teraz Wiktora. Nie mniej do małego odnosi się rewelacyjnie i bardzo delikatnie. Wszystko pewnie do czasu aż zaczniemy okres pełzania młodego.

Bezet…to już temat na osobny rozdział. Podejrzewałam, że razem z Wiktorem będą tworzyli brygadę kryzys i wiele wskazuje na to, że tak właśnie będzie. Bes już teraz traktuje Wiksa jak kumpla, co niestety oznacza, że jego delikatność jest na poziomie zerowym. Chętnie kładzie się koło niego i co gorsza…na nim. Co gorsza bo Bez łeb ma wielki i ciężki nie zdziwiłabym się gdyby ważył tyle samo co cały mały człowiek. Zrobił się też mniej krnąbrny. Powiedziałabym nawet, że chyba poczuł odpowiedzialność roli starszego brata.

Pierwsze koty za płoty. Psiaki okazały nam dużo wsparcia, nie marudzą na nieregularne godziny wyjść na zewnątrz, starają się być cicho  i nie broją za mocno. Respektują zakaz spania na łóżku, ale już o poranku gdy słyszą nasze pierwsze szepty wpadają z impetem jak to było wcześniej. Ale czy nie o taką rodzinę nam chodziło?