in PORADY, SCHRONISKOWCE

Jak przygotowujemy psy na nowego członka rodziny?

at
dziecko-i-pies

Dziecko i pies, a w zasadzie psy. Ten temat powoli wysuwa się na pierwszy plan w naszych rozmowach. Lada chwila na świecie powitamy nowego członka rodziny, my jesteśmy mniej lub bardziej na to przygotowani. Staramy się również by psy nie były tym faktem zaskoczone. Co już zrobiliśmy, co robimy i co zamierzamy zrobić w niedalekiej przyszłości?

Stało się. Dziecko i pies ten temat staje się faktem. Mieliśmy dziewięć miesięcy by gruntownie go przerobić i wdrożyć nowe zasady w życie. Bo, że zmiany nastąpią było wiadome w zasadzie od samego początku. Jak zwykle inspiracją były dla nas COPIESY, lektura: Przygotuj psa na dziecko: 8 zasad skutecznie dała nam do myślenia.

To nie była nagła rewolucja, bo do tematu ciąży podchodziłam bardzo długo, bardzo ostrożnie. W końcu (odpukać) wszystko mogło się zdarzyć. Małymi krokami zmierzaliśmy coraz dalej. Co poszło na pierwszy ogień?

DŹWIĘKI

Zaczęliśmy od sprawy najłatwiejszej i bezkosztowej – oswajania z dźwiękami. O ile Milena skwierczenie niemowlaka znała i nie było to dla niej nowością to powiedzieć, że Bezet szalał to mało.

Nagrania płaczu dziecka dedykowane psiakom bez problemu znajdziecie na youtube. Są wersje kilkuminutowe, ale są też długie bo ponad godzinne oraz playlisty z różnymi „tonacjami”. Zaczęłam od tych nagrań najkrótszych, Milena spojrzała na laptopa a później miała to w nosie i poszła na swoje legowisko. Bezet czym prędzej chciał laptopa uciszyć, niewiele brakowało a kilka tysięcy poszłoby…daleko by poszło.

Po pierwszym szoku zaczęłam kwilący telefon chować w poduszkę którą nosiłam – nie mieliśmy wtedy jeszcze dla malucha. To były bardzo krótkie, ale regularne „sesje”. Dziś Bezet spogląda w kierunku płaczącym, ale już bez większych emocji.


dziecko i pies sesja noworodkowa


ZABAWKI I GADŻETY

Oswajanie to chyba słowo klucz w przygotowaniach na froncie dziecko i pies. Po oswajaniu z dźwiękami przyszła pora na uświadomienie, że wózek to nie czołg, a zabawki młodego niekoniecznie dostępne są dla nich.

Furka stoi w miejscu centralnym, psiaki początkowo były nią bardzo zainteresowane, obwąchiwały po pięć razy dziennie. Gdy hamulce nie były zaciągnięte dostrzegły, że to też jeździ, ale w zasadzie nic strasznego się nie dzieje. Pomiędzy wózkiem wystawiane są też maty węchowe więc kojarzy im się dobrze.

Poznały zabawki Wiktora, ich dźwięki, zapach, wygląd. Oczywiście na początku była chęć pacnięcia, ale dziś wiszą przy wózku i są zupełnie neutralne. Przed nami jeszcze oswojenie z matą i zakodowanie psiakom, że to nie jest miejsce dla nich.


dziecko i pies wózek bugaboo


KLATKI KENNELOWE

Moje psy w klatce? No way! Mało przeszły w schroniskach? Naoglądały się świata zza krat i wystarczy – no tak sobie myślałam. O jakże ja światowa i wyedukowana. I pewnie gdyby nie to, że w naszym domu ma pojawić się dziecko dalej tego tematu nie brałabym pod uwagę. Bo przecież psy nic nie niszczą, nie pieją gdy wychodzimy to i po co?

Temat klatek oczywiście zasiała w nas Magda z COPIESÓW. Przejrzałam setki blogów, jeszcze więcej opinii behawiorystów i „klatka zapadła”. A to wszystko po to, by czworonożnym zapewnić spokój, komfort i bezpieczeństwo gdy młody zacznie pełzać i dokazywać.

Musiałam zmienić sposób myślenia, z więziennej celi zrobić oazę i bezpieczną przystań. Mam też wrażenie, że klatka bardziej będzie przemawiała do młodego – hola hola tego się nie tyka młody człowieku. Bardzo zależy mi na tym, żeby psiaki nie poczuły się we własnym domu terroryzowane.

Klatka to oczywiście nie jest najpiękniejszy element dekoracyjny, to również pożeracz miejsca, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Klatki pojawią się jeszcze przed przybyciem Wiktora, żeby nie kojarzyły się tak jednoznacznie.

SZKOLENIE

Stety niestety Bezet nie jest typem psa bezproblemowego. Zabawy wymusza szczekaniem, bywa zazdrośnikiem, a na spacerach chętnie zjada inne psy i przechodniów którzy wykazują zamiłowanie do czarnych ubrań. O ciągnięciu jak parowóz wolałabym nie wspominać.

Dlatego niezbędnym było skorzystanie z porad profesjonalistów, żeby nie strzelać kulą w płot i nie robić nic na chybił trafił. Kilka lekcji już za nami. Jak nam idzie? Wszystko zależy od dnia. Są lepsze gdy nie zjada po drodze nikogo i niczego a są takie gdy nie można go opanować. Nie mniej, powoli do przodu. Jesteśmy przygotowaniu na to, że praca nad nim może zająć nam jeszcze dużo czasu, ale podstawy złapaliśmy. I wierzę głęboko w to, że pewnego dnia uda mi się zrealizować wizję ja+wózek+pies. I oby się udało!



 

Share: